niedziela, 22 października 2017

Rozdział 12

Był przerażony i cały dygotał. Na oślep prowadził Herminę przez ciemne korytarze, robiąc przy tym sporo hałasu. Mocno ściskał jej dłoń i bardzo ciężko oddychał.
Weszli piętro wyżej i już wiedziała, gdzie ja prowadzi.
Do pokoju Narcyzy. Obok czekał już Harry.
Weszła do małego pokoiku, który mieścił zaledwie łóżko, stolik i lampkę.
-Zrób coś! Pomóż jej! - krzyknął.
-Malfoy chodź, Hermiona się nią zajmie – Potter musiał wykazać się siłą, by wyprowadzić Malfoya z pokoju matki. Kiedy drzwi się zatrzasnęły podeszła do kobiety. Była blada, a raczej sina. Ciężko oddychała, a jej ciało drżało. Miała mocno sine palce, a krew delikatnie sączyła się z nosa.
Położyła dłoń na czole Narcyzy, a ta zareagowała na ten dźwięk otwarciem oczu.
-To ty Hermino? - wychrypiała ledwo co.
-Tak to ja.
-Ja odchodzę. Spraw tylko bym nie cierpiała.
-Postaram się – nie wytrzymała, a jej twarz zalały łzy.
-Błagam cię zajmij się Draconem. Wiem, że to z tobą zniknął – przerwałaby wziąć kilka wdechów – wiem też, że to o tobie myślał przez ostatnie kilka dni.
-Postaram się mu pomóc.
-Wiem, że pewnie go nienawidzisz za to, jaki był w szkole, ale uwierz, gorsze piekło zgotował mu jego własny ojciec. Jesteś piękną i mądrą dziewczyną. Na pewno zobaczysz, że jest dobrym człowiekiem.
Nie dała rady nic już powiedzieć. Odpłynęła z bólu i zmęczenia.
Najgorsza rzecz była przed Hermioną. Musiała powiedzieć o tym Malfoyowi.
Powoli wyszła z pokoju i idąc za światłem trafiła do pokoju Harrego, w którym razem z Ginny siedzieli z blondynem. Gdy tylko ją zobaczył, wyrwał się do przodu.
-I co z nią Granger? Już lepiej?
-Harry, Ginny możecie zostawić nas samych.
Przyjaciele bez słowa wyszli, zamykając za sobą drzwi.
-Usiądź Draco, teraz twoja mama zasnęła, ale obawiam się, że... - urwała. Nie mogła się zmusić, by to powiedzieć – że ma jeszcze kilka godzin – chłopak zesztywniał, po czym opadł na fotel i tępo patrzył się przed siebie – przykro mi, ale postaram się by odeszła w spokoju. Bez żadnego bólu.
Oparł łokcie na kolanach i ukrył twarz w dłoniach.
-Powiedz coś, błagam – nie wiedziała co robić. Wiedziała jak bardzo zdesperowany był, by ją ratować.
-Mówiłaś, że może ma jeszcze kilka miesięcy – szeptał.
-Przykro mi Draco, ale klątwa postąpiła bardzo szybko.
-Ja... Ja nie mam już nikogo na tym świecie oprócz jej.
Nie mogła znieść jego widoku. Zawsze elegancki i idealnie kamienny mężczyzna był teraz zrozpaczonym małym chłopcem.
Podeszła do drzwi i wydała polecenia Harremu, jakie eliksiry ma zdobyć. Sprawdziła, czy nikt nie kręci się pod pokojem i wróciła do Malfoya.
-Kiedy mogę się z nią pożegnać?
-Nie wiem, czy się jeszcze obudzi – odskoczyła, kiedy blondyn wstał i podbiegł do ściany. Z całej siły walił w nią pięścią.
-Kurwa! Kurwa! Kurwa!
Powoli podeszła do niego i złapała w pasie, starając się go odciągnąć. Chwilę się opierał, po czym jego ciało podążało za ruchami Hermiony.
-Już spokojnie Draco – posadziła go na fotelu. Wzięła jego głowę i przytuliła do swojej piersi. Przez kilka sekund nie reagował, a potem wstał i patrzył prosto na nią.
-Ja nie dam rady Granger – znowu go objęła. Wiedziała, że nie może zrobić nic innego. Ku jej zdziwieniu Malfoy odwzajemnił jej uścisk. Czuła jak drży. Jak głośno oddycha przy jej uchu, próbując się opanować. Poczuła też ciepło i szybko zorientowała się co to jest.
To łzy. Draco Malfoy płakał w jej ramionach a ona w jego. On po utracie matki a ona z faktu, że nie może jej pomóc.
-Ciii Draco – szeptała mu do ucha, gładząc jego włosy. Znowu był jej Malfoyem. Delikatnym i czułym, a nie zimnym dupkiem.
Odsunął się i popatrzył na nią.
-Mogę do niej iść?
-Tak.
-Czy... Czy ty możesz pójść ze mną?
-Jeśli tego chcesz.
A później stało się coś dziwnego. Złapał ją za rękę i splótł jej palce ze swoimi, po czym wyszedł z pokoju i ruszył do matki. Każdy stał na korytarzu i patrzył na nich. Każdy był w szoku. Widziała zdziwienie na twarzy Ginny. „Więc jednak miałem rację” na twarzy Harrego. Molly pokazywała tylko smutek a George rozczarowanie.
Weszli do pokoju Narcyzy i zamknęli za sobą drzwi.

__

Narcyza Malfoy odeszła równo o 6;02.
Odeszła w spokoju przy obecności swojego syna.
Bez bólu i cierpienia.
Dwa dni później została pochowana na powojennym cmentarzu obok Hogwartu, ponieważ Draco nie zgodził się, by spoczywała w rodzinnym grobowcu.
Od tego czasu jakaś część Malfoya umarła.
Nie jadł, nie pił i w ogóle się nie odzywał. Nie wychodził z pokoju. Każdy na zmianę przynosił mu jedzenie, lecz to niczym nie skutkowało.
-Może zechcesz mi wreszcie powiedzieć co jest między tobą a Malfoyem? - Ginny wparowała do pokoju Hermiony. Była zła a zarazem zmartwiona.
-Nic między nami nie ma – wbiła wzrok w podłogę, nie mogąc okłamywać przyjaciółki.
-Hermiono nie kłam. Widzę jak na niego patrzysz...
-To nie tak Ginny. Ja... Ja go polubiłam.
-A on ciebie?
-Wydaje mi się, że tak. Nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. To nie jest już ten sam Malfoy.
-Wiem. Nie jestem ślepa. Hermiono, ja nie chcę, żebyś cierpiała.
-Mówisz zupełnie jak Harry – lekko uśmiechnęła się do przyjaciółki a ta ją objęła, po czym wyszła nie odzywając się już.

Musiała dziś do niego iść. Spróbować porozmawiać. Wiedziała, że niewiele z niego wyciągnie o ile w ogóle coś powie.
Nie pukała. Wiedziała że i tak nie odpowie. Leżał na łóżku i patrzył się w okno, za którym panował mrok.
Wyglądał jakby spał z otwartymi oczami.
Podeszła do niego i delikatnie musnęła jego policzek.
-Powiedz mi coś Draco.
Jak zwykle odpowiedziała jej cisza.
-Błagam cię. Cokolwiek.
Ku jej zdziwieniu chłopak podniósł się i usiadł na brzegu łóżka.
-Co chcesz usłyszeć? - jego głos znów nie zdradzał żadnych emocji. Co innego jego twarz. Widać było jak bardzo cierpi. Znowu musnęła jego policzek i przytuliła do swej pieri.
-Czemu to robisz Granger? Czemu jesteś dla mnie taka?
-Po prostu.
-Nie prawda, zależy ci na mnie, ale nie potrafisz się do tego przyznać – wstał i patrzył prosto na jej twarz, lecz Hermiona opuściła wzrok – taka jest prawda Granger, widzisz we mnie kogoś, komu trzeba pomóc – było jej cholernie głupio, bo miał racje. Nie zrobił nic szczególnego a ona i tak do niego lgnęła – ale nie martw się bo mi na tobie też.
Przybliżył do niej twarz a ich czoła zetknęły się.
Wiedziała co zaraz nastąpi.
Wstrzymała oddech a chłopak delikatnie ją pocałował.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz